|
There are no translations available.
Po 38 latach mamy złoto i już piąty medal na igrzyskach w Vancouver. A to za sprawą prawdziwej Królowej Nart. Kosmiczna Justyna Kowalczyk przerwała passę wydawało się niedoścignionej Marit Bjoergen. Zadecydowały ostatnie metry i mordercza walka dwóch największych rywalek zakończona sukcesem Polski. Było mniej niż o długość buta.
To był finisz dla kibiców o mocnych nerwach. Gdy Norwedzy widzieli już na szyi Marit Bjoergen czwarte złoto igrzysk w Vancouver, do głosu doszła Justyna Kowalczyk. Polka zaatakowała na ostatnich 800 metrach. Wysunęła się nieznacznie na prowadzenie, ale Norweżka nie odpuszczała. Raz narta Bjoergen, raz Kowalczyk. Prowadzenie zmieniało się z każdym kolejnym pchnięciem kijkami o śnieg.
Polka miała coś do udowodnienia Bjoergen. I udowodniła. Nasza Królowa Nart "włączyła" piąty bieg i o 0,3s wyprzedziła trzykrotną złotą medalistkę. Tak by nie pobiegł nawet Usain Bolt. To trzeci medal Justyny Kowalczyk zdobyty na trasach w Whistler. Wcześniej na jej szyi zawisło srebro za sprint i brąz za bieg łączony 2x7,5 km.
Po brąz w biegu na 30 km sięgnęła Finka Aino-Kaisa Saarinen.
Polki w czołowej "30"
Z bardzo dobrej strony zaprezentowała się również Kornelia Marek. Zawodniczka AZS AWF Katowice dobiegła na 11. miejscu. Pozostałe dwie polskie reprezentantki znalazły się w czołowej "30" - Sylwia Jaśkowiec była 25., a Paulina Maciuszek 29.
Od początku biegu to były szachy na nartach i śniegu. Spokojne wyczekiwanie na rozwój wydarzeń i atak dwóch największych rywalek do złota. Trener Justyny Kowalczyk Aleksander Wieretielny zapowiadał: - Bieg rozstrzygnie się na ostatnich pięciu kilometrach – mówił przed biegiem. Nie pomylił się wiele. Długo prowadziła Kristin Steira. Norweżce sił wystarczyło na 20 kilometrów. Do głosu doszły te najlepsze.
Ostatnie kilometry to pasjonujący finisz Justyny Kowalczyk i Marit Bjoergen. Na szczęście zakończony sukcesem polskiej narciarki. Góralski charakter i walka do końca dały znać o sobie. A teraz dzięki Justynie możemy cieszyć się z pierwszego złota Zimowych Igrzysk Olimpijskich od 38 lat. Poprzednio ze złotem zimowego święta sportu wrócił Wojciech Fortuna. Pierwsze miejsce zajął w konkursie skoków narciarskich w Sapporo w 1972 roku.
Łzy, radość i "Justyna, Justyna" na ustach. Kasina Wielka cieszy się ze złotego medalu swojej bohaterki i dumy narodowej Justyny Kowalczyk. - Miałem łzy w oczach. Szanuję Adama Małysza, ale to Justyna Kowalczyk jest najlepsza – powiedział Rafał Kubowicz z fanklubu złotej medalistki. Justyna Kowalczyk na trasie w Whistler sięgała po drugi w historii polskiego sportu złoty medal zimowych igrzysk, a w jej rodzinnej Kasinie Wielkiej – podobnie jak w całej Polsce – ludzie płakali ze szczęścia.
Kasina wyszła na ulice
Cała Kasina Wielka zebrała się w miejscowej świetlicy, gdzie pasjonowała się biegiem. Gdy już Justyna Kowalczyk zameldowała się na mecie jako pierwsza, mieszkańcy jej rodzinnej miejscowości wylegli na ulice. – Justyna, Justyna – tak skandować będą do samego rana.
- To nie my jesteśmy koło Krakowa. Tylko Kraków jest koło Kasiny Wielkiej – Kubowicza rozpiera duma.
Złoty medal Justyny Kowalczyk na 30 km stylem klasycznym to drugi najcenniejszy medal w historii Polski w ZIO. Wcześniej na najwyższym stopniu podium stał tylko Wojciech Fortuna, zwycięzca konkursu skoków narciarskich na dużej skoczni w Sapporo w 1972 roku.
TVN24
 |